Sobota, 31 Lipca 2010, imieniny: Ignacego, Heleny
2009-08-03

Była skarpa i... będzie skarpa

Od czasu, kiedy lokatorzy z ulicy Bukowej zdecydowali się bronić znajdującego się nieopodal ich miejsca zamieszkania zielonego zakątka, minęły prawie trzy miesiące. Impulsem do postawienia przez nich sprawy niemalże na ostrzu noża, był zaplanowany na 22 maja przetarg na sprzedaż spornej działki. Przetarg się nie odbył, ale nie zapadały też konkretne decyzje, co do ostatecznego przeznaczenia skarpy. Nie pomogło nawet spotkanie prezydenta z mieszkańcami, które odbyło się na Hugobergu. Bo choć prezydent obiecał, że wnikliwie zapozna się ze sprawą, nie złożył oczekiwanej przez rozmówców deklaracji. W poniedziałek, podczas publicznej dyskusji na temat projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta, wydawało się, że pat będzie trwał. Sytuacja zmieniła się, gdy na salę weszły dwie osoby…

Fot. Silesia Media
20 czerwca projekt został wyłożony do wglądu w Urzędzie Miasta. Każdy, kto ma uwagi do ustaleń ujętych w przedstawionym projekcie, może złożyć je na piśmie i liczyć na pozytywne rozpatrzenie przez prezydenta. 3 sierpnia odbyła się dysputa publiczna z udziałem przedstawicieli projektantów studium oraz Wydziału Architektury, Gospodarki Przestrzennej i Nieruchomości. Oprócz nich na sali sesyjnej stawili się głównie mieszkańcy ul Bukowej.
Przedstawienia projektu podjął się Sławomir Tront z P.A. Nova – gliwickiej spółki, która sporządziła dokument. Wyjaśnił, że nowe studium w dużej części opiera się na poprzednim i wykorzystuje jego zapisy.
- Na tle miast ościennych, jeśli chodzi o przyrodę, Świętochłowice są bardzo mocno zdegradowane - przyznał. Jednocześnie objaśniał kolory, jakimi na mapach studium zaznaczone są poszczególne tereny. Zielonego, oznaczającego tereny zielone faktycznie było najmniej. Więcej brązowego, czyli terenów przeznaczonych pod zabudowę i już zabudowanych. Zebrani od razu zauważyli, że skarpa na Hugobergu również zaznaczona jest na brązowo.

- W studium z 2003 roku tereny te też były terenem zabudowy mieszkaniowej – przypomniała Anna Kłoszewska-Wanik z WAGPiN. - Studium nie jest dokumentem prawa miejscowego, więc by ten teren przeznaczyć pod zabudowę, trzeba sporządzić dla niego plan zagospodarowania przestrzennego lub wydać decyzję o warunkach zabudowy – wyjaśniał Sławomir Tront. – Na podstawie jedynie studium nie przesądza się o przeznaczeniu działki.
- Gmina jest właścicielem tej działki, zawsze może ją sprzedać – stwierdziła Anna Kłoszewska-Wanik. Swoją wypowiedzią rozpoczęła dyskusję, podczas której zebrani próbowali przekonać urzędników, że gmina to przede wszystkim mieszkańcy.
Dla mieszkańców Góry Hugona jedynym dopuszczalnym rozwiązaniem było zapisanie w studium tej działki jako terenu rekreacyjnego, użytku ekologicznego bądź lasu. Zapowiedzieli, że uwagi tej treści złożą też pisemnie w wyznaczonym przez urząd terminie. Nie kryli jednak żalu, że nie doszło do skutku zapowiedziane w czerwcu przez prezydenta spotkanie, które miało wyjaśnić, jak Eugeniusz Mość widzi przyszłość skarpy. Padły mocne słowa. – Oszukano nas – gorączkował się Mirosław Konieczniak. – Podejrzewam, że jest to gra na zwłokę. Ustalono termin do zgłaszania uwag, a prezydenta nie ma, nie ma się z kim skonsultować. Przedtem prezydent oświadczył, że będzie dla tego terenu plan zagospodarowania przestrzennego, a tu nic.

Podczas gdy Anna Kłoszewska-Wanik wyjaśniała, że prezydent miał pewnie na myśli zainicjowanie przystąpienia do takiego planu, bo są to rzeczy czasochłonne, na salę wszedł przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Szaton. Dosłownie kilka minut po nim pojawił się prezydent Eugeniusz Moś.
- Coś długie te dwa tygodnie – powitali go lokatorzy z ul. Bukowej nawiązując do czerwcowej obietnicy spotkania.
- Ale jest odpowiedź w postaci czynów – rozpoczął prezydent. – Nie będzie sprzedaży, zmienimy plany. Proszę wnieść swoje uwagi, rozpatrzę je pozytywnie i będę proponował Radzie Miejskiej, by taki zapis w studium się znalazł. Żeby nie było problemów w latach przyszłych.
- Czy można słowa pana prezydenta zapisać do protokołu? – spytali osłupieli mieszkańcy.
- Nie trzeba, jeszcze nie było takiej sytuacji, bym nie dotrzymał słowa – stwierdził Eugeniusz Moś, jednak na wyraźną prośbę zebranych jego słowa zostały zapisane.

Potem, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki, kolejne zgłaszane przez świętochłowiczan postulaty znajdowały aprobatę głowy miasta. Przedstawiciele działkowców uzyskali obietnicę, że wszystkie istniejące w mieście ogródki w studium zapisane zostaną właśnie jako ogródki działkowe, a nie tereny zielone czy rekreacyjne. Mieszkańcy ul. Bukowej zostali zapewnieni, że żywopłoty na terenie należącym do gminy zostaną przycięte. Usłyszeli też, że jest duża szansa na wyłożenie chodników kostką brukową. Aprobatę prezydenta zyskała również prośba o tabliczki, na których oprócz nazwy ulicy wypisane będą numery domów w każdym szeregu.
- Ostatnio karetka wezwana do umierającej kobiety krążyła wokół, nie wiedząc, gdzie jest właściwy adres – argumentowali zebrani.
Prezydent obiecał też, że zastanowi się nad zwiększeniem patroli straży miejskiej na Hugobergu i postara się o zmianą lokalizacji kontenerów na używaną odzież.

Spotkanie, podczas którego początkowo żadna ze stron nie chciała przyznać racji tej drugiej, zakończyło się w nadzwyczaj przyjaznej atmosferze. I choć jego początek nie wróżył sukcesu, wzajemne przerzucanie się argumentami przerwało osobiste zainteresowanie prezydenta. - Mieszkańcy ulicy Bukowej za pośrednictwem waszego portalu chcą podziękować prezydentowi i przewodniczącemu Rady Miejskiej, który od początku kibicował nam w działaniach, za doprowadzenie sprawy do pomyślnego finału – powiedział nam po spotkaniu Marian Piegza. Podobnie, jak jego sąsiedzi nie krył mieszanego z radością zdumienia, że w kilka minut mieszkańcom udało się załatwić to, o co od trzech miesięcy bezskutecznie walczyli.

Marzena Wojewoda-Rączka


Koniecznie zobacz także:

» Co dzieje się w Chorzowie?
»
O czym dyskutują w Radzionkowie
»
Czym żyje Sosnowiec?
»
Zajrzyj do Katowic!



Sprawdź najpiękniejsze śląskie słowo

Dodaj komentarz

zgłoś nadużycie spoogie, Utworzony: 2009-08-13 18:55:48

aaa czyli jak już zlikwidowac miasto to już nie. Śmiem twierdzić że w będąc w strukturach w Chorzowie nawet bez zainteresowania ze strony prezia Kopla byłoby nam lepiej...
Nikt w tym miescie z ekipy rządzącej nie ma pomysłu na nic, bo się nie da i koniec, po co sobie mają brac na głowe jakiś problem.
 

zgłoś nadużycie sic, Utworzony: 2009-08-11 22:51:45

I zaś propozycja co już była. Chcecie do Chorzowa, wolna droga, ino potem na Kopla nie psioczcie. Cezar nie włoży kasy w prowincje jak Rzym się pali.
 

zgłoś nadużycie wilkołak pierwsza klasa po szkoleniu BHP, Utworzony: 2009-08-11 22:28:24

No tylko zastanów się po co Chorzowowi kula u nogi...

zgłoś nadużycie spoogie, Utworzony: 2009-08-11 19:26:49

Skoro to miasto jest umarłe to może lepiej połaczyć je z jakims ościennym miastem np z Chorzowem z którym mamy i tak wiele wspólnych urzedów, przedsiębiorst uzyteczności publicznej?
Po co nam tacy włodarze skoro oni nie sa w stanie nic zrobic innego na nieuzytkach których pełno a tylko sa wstanie zaproponować "wypasiony teren inwestycyjny" w środku osiedla?
Zlikwidujmy to w pierony całe tałatajstwo z UM z prezydentem na czele i podłaczmy się do chorzowa.
Kwote zaoszczędzoną na UM przeznaczny na rekultywację i uzbrojenie terenów inwestycyjnych, najmijmy dodatkowo dobrą agencję PR i inwestycje same będą...

zgłoś nadużycie D<, Utworzony: 2009-08-10 23:48:09

Tego się nie da czytać!! Do póki my tu jesteśmy - miasto żyje i nie pisz głupot!! Lepiej pomyśl jak zmienić Świętochłowice na lepsze