2009-12-01
Nie jestem legendą
Krystyna Rawska.
To imię i nazwisko w Świętochłowicach znają chyba wszyscy. Pierwsza prezydent miasta w czasach kiełkującej demokracji. Od lat pojawiająca się w mieście wyłącznie w celach prywatnych, teraz zdecydowała się przerwać trwające prawie dekadę milczenie.
To imię i nazwisko w Świętochłowicach znają chyba wszyscy. Pierwsza prezydent miasta w czasach kiełkującej demokracji. Od lat pojawiająca się w mieście wyłącznie w celach prywatnych, teraz zdecydowała się przerwać trwające prawie dekadę milczenie.
Fot. Silesia Media
Zdaje sobie Pani sprawę z tego, że jej nazwisko to w Świętochłowicach słowo-klucz?
To zależy, w jakim kontekście. Myślę, że skoro podjęłam w 1990 r. poważne i trudne wyzwanie, jakim było zorganizowanie pierwszego w okresie transformacji ustrojowej autentycznego samorządu mieszkańców, to tak. Niełatwo było przecież przekonać mieszkańców miasta, że przystępujemy do tworzenia wspólnoty samorządowej obywateli, którzy mieliby współuczestniczyć, być obecnymi w różnych działaniach mających na celu budowanie demokracji.
Trudno było nam wszystkim w to uwierzyć, że nic już teraz nie będzie narzucane, a wszystkie istotne dla miasta problemy będzie można rozwiązywać poprzez dialog społeczny.
Przykładem takiego podejścia niech będzie sposób wyłonienia przez Komitet Obywatelski „Solidarność” kandydatów na radnych. Warto przypomnieć ustawione wówczas na ladach sklepowych szklane pojemniki, do których mieszkańcy wrzucali karteczki z nazwiskami swoich kandydatów. Musieliśmy się uczyć na nowo alfabetu życia społecznego.
Było to trudne?
Pokonywanie bariery nieufności, z jaką miała do czynienia władza, nawet ta wybrana w pierwszych wolnych wyborach, w istocie nie należało do łatwych zadań.
Razem z zespołem pracowników samorządowych udało się zorganizować na nowo wiele instytucji; między innymi miasto uzyskało prawa powiatu grodzkiego, co podniosło w sposób znaczący jego rangę, przywróciło jego przedwojenny status miasta powiatowego, a mieszkańcom umożliwiło załatwianie wielu dla nich istotnych spraw w miejscowym urzędzie.
Warto podkreślić, że byliśmy jednym z pierwszych miast w kraju, którego mieszkańcy na ekranach swoich telewizorów mogli oglądać bezpośrednie transmisje z sali obrad Rady Miasta. Nieskromnie powiem, że udało się to dzięki moim staraniom.
Czuje się pani legendą tego miasta?
Absolutnie nie – legenda należy do przeszłości. Ja z pewnością współtworzyłam fragment dziejów mojego miasta, w historycznym momencie.
Nie mieszka już pani w Świętochłowicach…
Aktualnie rzeczywiście nie jestem mieszkanką Świętochłowic, mieszkam w Mosznej, jestem radcą prawnym w Powiatowym Urzędzie Pracy w Opolu. Chociaż przyznaję, że tak naprawdę to nigdy nie opuściłam mojego miasta. Bywam tu przynajmniej raz w tygodniu, spotykam swoich przyjaciół, znajomych i odwiedzam świętochłowicki cmentarz. Przeżyłam tu zdecydowaną większość swojego życia, w sposób naturalny czuję się związana z miastem, które nadal jest moim miejscem na ziemi.
Odczuwam to przede wszystkim poprzez gesty sympatii, życzliwości, które mnie spotykają tutaj na każdym kroku. Jestem wzruszona kiedy słyszę, że brakuje mnie tutaj.
Śledzi pani sytuację polityczną w mieście? Jak ją pani ocenia?
Znana mi jest sytuacja, w jakiej znajduje się miasto. Śledzę wiadomości z portali internetowych i mediów lokalnych. Sporo informacji dociera do mnie również z relacji wielu moich przyjaciół i znajomych. Uważam, że spory i kłótnie pomiędzy organami władzy uniemożliwiają im normalną pracę na rzecz mieszkańców, do której są przecież zobowiązane. Można polemizować, różnić się w poglądach, ale nie można dopuścić do tego, by wzajemne zwalczanie się stanowiło istotę działania.
Do dziś w Świętochłowicach komentowany jest przewrót, podczas którego dokonały się zmiany w Radzie Miejskiej, a Pani utraciła stanowisko prezydenta miasta. Mimo, że jest to temat wielu rozmów, mało kto wie, jak odbyła się ta zmiana? Może Pani przybliżyć kulisy tej historii?
Te zmiany miały charakter czysto polityczny, a nie merytoryczny. Mam swoją opinię na ten temat, ale pozostawiam tę kwestię do rozstrzygnięcia historykom. Jestem przekonana, że prędzej czy później to nastąpi.
Dziś się tego od pani nie dowiemy, ale jak rozumiem, niewykluczone, jeszcze o tym usłyszymy?
Z całą pewnością, ale nie w tej chwili.
Wśród obecnych władz miasta są osoby, które niegdyś były Pani współpracownikami. Niektórzy mówią, że to właśnie u Pani boku nauczyli się samorządności. Czuje się Pani w jakiś sposób odpowiedzialna za ich aktualne przedsięwzięcia?
Istotnie, był taki okres współpracy; wiele osób rzeczywiście uczyło się zasad budowania demokracji lokalnej; przyznać muszę, że z częścią z nich nasze drogi się rozeszły.
Pozwoli pani, że na pozostałą część pytania odpowiem pytaniem: jak długo nauczyciel ponosi odpowiedzialność za czyny swoich uczniów?
Spróbuję więc inaczej. Co ze swojej działalności w Świętochłowicach uważa Pani za swój największy sukces, a co za porażkę?
Zacznę od porażki – w moim przekonaniu to fakt złożenia dymisji z funkcji, ponieważ to przerwało proces rozwoju miasta. Znacznie większy kłopot mam ze wskazaniem największego sukcesu, bo tych było sporo. Myślę jednak, że powierzenie mi funkcji Członka Zarządu Związku Gmin Górnego Śląska i Północnych Moraw, a potem wybór do Zarządu na Sekretarza Związku Miast Polskich stanowiło dowód uznania dla efektów mojej samorządowej pracy. Muszę też wyznać z uśmiechem, że podczas pełnienia przeze mnie funkcji prezydenta nigdy nie mylono Świętochłowic z Siemianowicami.
Mówi pani o dowodach uznania za efekty swojej pracy. Jakie to efekty?
Przede wszystkim rozwiązanie problemu wielkiej szkody ekologicznej, jaką był zafenolowany staw Kalina oraz hałda położona w jego sąsiedztwie. Pozyskano na ten cel z Ekofunduszu i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska środki przekraczające wielkość jednorocznego budżetu miasta. W Świętochłowicach powstało jedno z pierwszych w regionie, ekologiczne, 12-to komorowe wysypisko śmieci. Na terenie Lipin, w budynkach przejętych po Prabudzie, powstał Dom Złotej Jesieni oraz 42 mieszkania komunalne. Udało się także poprawić jakość powietrza w mieście bo likwidacji uległo kilkadziesiąt lokalnych kotłowni, przeprowadzono gazyfikację 8 dużych kotłowni węglowo – koksowych, a także zamknięto przestarzałą wędzarnię Zakładów Mięsnych emitującą szkodliwe zanieczyszczenia.
Przeprowadzono wiele remontów kapitalnych, poprawiono znacznie stan dróg miejskich i chodników; poprawie uległ stan czystości miasta i jego wygląd i, co najważniejsze, tę ocenę wystawili sami mieszkańcy, odpowiadając na pytania postawione przez Pracownię Badań Społecznych.
Istotnym osiągnięciem było zorganizowanie w naszym mieście siedziby Powiatowego Urzędu Pracy, który obejmował swoim zakresem działania mieszkańców Świętochłowic i Rudy Śląskiej. Uczestnictwo w programie pilotażowym w gronie 46 miast polskich zaowocowało, o czym już wspomniałam, uzyskaniem przez Świętochłowice statusu powiatu grodzkiego, co dowiodło, że byliśmy miastem dobrze funkcjonującym, zdolnym do wykonywania zwiększonych zadań podmiotowych dla dobra i wygody mieszkańców.
Do niezwykłych efektów zaliczam fakt, że zainteresowałam Zgromadzenie Księży Salezjanów przejęciem szkoły przyzakładowej ZUT Zgoda, skazanej na zamknięcie. Objęcie szkoły przez Salezjanów gwarantowało jej modernizację i nowoczesny program nauczania. Kampania, która rozpętała się w „obronie szkoły” była niesamowita, ale to już temat na inną rozmowę. Cieszy mnie bardzo, że dzisiaj funkcjonuje Salezjański Zespół Szkół wraz ze swoim sportowym klubem „ Salos”.
Sympatycznym akcentem budowania naszej wspólnoty mieszkańców było też nawiązanie współpracy z holenderską gminą Heiloo. Zachęciłam mieszkańców zainteresowanych rozwijaniem kontaktów polsko-holenderskich do założenia własnego stowarzyszenia. Towarzystwo Przyjaciół Heiloo, które w znakomity sposób organizowało na przemian co roku pobyty naszych obywateli w Heiloo i naszych holenderskich przyjaciół u nas. Współpraca obu miast obejmowała nie tylko dziedziny kultury i sportu, ale również ochronę środowiska. Realizowano wówczas program eliminujący emisję niskich zanieczyszczeń, korzystając przy tym również ze środków pomocowych EWG.
Wymieniła pani tyle sukcesów, a tymczasem w rozmowach z mieszkańcami często pojawia się zarzut, że to właśnie pani decyzje spowodowały przeniesienie do Lipin osób, które nie płaciły czynszu w innych dzielnicach. Z tego między innymi powodu opinia o Lipinach nie należy do najlepszych.
To bardzo niesprawiedliwe i nieprawdziwe twierdzenie. Lipiny to dzielnica o niezwykle bogatej śląskiej tradycji, z przepiękną zabytkową architekturą i pierwszym w mieście kościołem. Warto przypomnieć, że budował go komitet złożony z katolików i ewangelików. Wówczas, na początku XX wieku, przeniesiono największą w Europie hutę cynku z Lipin do Miasteczka Śląskiego. Większość pracowników tego zakładu opuściła siłą rzeczy dotychczasowe miejsce zamieszkania. Można przypuszczać, że utrata wielu miejsc pracy i w późniejszym okresie, kiedy likwidowano kolejne zakłady pracy, również była przyczyną pauperyzacji dzielnicy.
To nie ja, ale moja poprzedniczka zdecydowała się na przemieszczenie biednych lokatorów z centrum Świętochłowic do lipińskich pustostanów. Jako prezydent starałam się przywrócić przedwojenną świetność Lipin. Służyły temu takie działania, jak budowa Domu Złotej Jesieni i mieszkań komunalnych, działalność Domu Kultury Grota, Domu Sportu, usytuowanie Ośrodka Przeciwdziałania Alkoholizmowi i pamiętne „Śląskie Betlejem”.
Planuje pani powrót do polityki na lokalnym szczeblu?
Z którą siłą polityczną byłoby pani w tej chwili po drodze?
Kiedy po raz pierwszy zgłosiła się do mnie grupa mieszkańców z propozycją wzięcia udziału w nadchodzących wyborach samorządowych, potraktowałam to z przymrużeniem oka. Jednak, gdy propozycje zaczęły się mnożyć, zaczęłam zastanawiać się nad podjęciem takiej decyzji.
Odpowiedź na drugą część Pani pytania uważam teraz za przedwczesną. Odpowiem, kiedy podejmę decyzję.
A kogo widzi Pani jako kontrkandydata dla Eugeniusza Mosia w przyszłorocznych wyborach prezydenckich?
W tej kwestii mogę jedynie powiedzieć, że słyszałam o kilku osobach, które zamierzają ubiegać się o ten urząd.
Czego Pani zdaniem w tej chwili najbardziej potrzebują Świętochłowice?
Trudno o precyzyjną odpowiedź na to pytanie. W istocie pyta mnie Pani o program działania na rzecz miasta. Pozwolę sobie przytoczyć kilka moich spostrzeżeń. Świętochłowice potrzebują przede wszystkim sprawnego i efektywnego zarządzania, ale też przekonania mieszkańców, że władza im służy, że podejmuje inicjatywy dla wspólnego dobra społeczności, dla rozwoju miasta.
Niezbędne jest też powstrzymanie procederu „odchodzenia” firm z miasta, stworzenie warunków dla młodzieży, aby nie emigrowała. I nie mam tu na myśli wyłącznie wyjazdów za granicę. Świętochłowicom potrzeba też skutecznego pozyskiwania zewnętrznych środków finansowych, szczególnie unijnych, wykorzystania potencjału, jaki stwarza Drogowa Trasa Średnicowa, no i informacji o mieście w mediach, ale takich o pozytywnym wydźwięku.
Ma Pani pomysł, jak tego dokonać?
Oczywiście, że mam, bo leży mi na sercu dobro mojego miasta. Jestem przekonana, że potencjału jego mieszkańców nie wolno marnować w bezsensownych sporach…
Dziękuję bardzo za rozmowę.
To zależy, w jakim kontekście. Myślę, że skoro podjęłam w 1990 r. poważne i trudne wyzwanie, jakim było zorganizowanie pierwszego w okresie transformacji ustrojowej autentycznego samorządu mieszkańców, to tak. Niełatwo było przecież przekonać mieszkańców miasta, że przystępujemy do tworzenia wspólnoty samorządowej obywateli, którzy mieliby współuczestniczyć, być obecnymi w różnych działaniach mających na celu budowanie demokracji.
Trudno było nam wszystkim w to uwierzyć, że nic już teraz nie będzie narzucane, a wszystkie istotne dla miasta problemy będzie można rozwiązywać poprzez dialog społeczny.
Przykładem takiego podejścia niech będzie sposób wyłonienia przez Komitet Obywatelski „Solidarność” kandydatów na radnych. Warto przypomnieć ustawione wówczas na ladach sklepowych szklane pojemniki, do których mieszkańcy wrzucali karteczki z nazwiskami swoich kandydatów. Musieliśmy się uczyć na nowo alfabetu życia społecznego.
Było to trudne?
Pokonywanie bariery nieufności, z jaką miała do czynienia władza, nawet ta wybrana w pierwszych wolnych wyborach, w istocie nie należało do łatwych zadań.
Razem z zespołem pracowników samorządowych udało się zorganizować na nowo wiele instytucji; między innymi miasto uzyskało prawa powiatu grodzkiego, co podniosło w sposób znaczący jego rangę, przywróciło jego przedwojenny status miasta powiatowego, a mieszkańcom umożliwiło załatwianie wielu dla nich istotnych spraw w miejscowym urzędzie.
Warto podkreślić, że byliśmy jednym z pierwszych miast w kraju, którego mieszkańcy na ekranach swoich telewizorów mogli oglądać bezpośrednie transmisje z sali obrad Rady Miasta. Nieskromnie powiem, że udało się to dzięki moim staraniom.
Czuje się pani legendą tego miasta?
Absolutnie nie – legenda należy do przeszłości. Ja z pewnością współtworzyłam fragment dziejów mojego miasta, w historycznym momencie.
Nie mieszka już pani w Świętochłowicach…
Aktualnie rzeczywiście nie jestem mieszkanką Świętochłowic, mieszkam w Mosznej, jestem radcą prawnym w Powiatowym Urzędzie Pracy w Opolu. Chociaż przyznaję, że tak naprawdę to nigdy nie opuściłam mojego miasta. Bywam tu przynajmniej raz w tygodniu, spotykam swoich przyjaciół, znajomych i odwiedzam świętochłowicki cmentarz. Przeżyłam tu zdecydowaną większość swojego życia, w sposób naturalny czuję się związana z miastem, które nadal jest moim miejscem na ziemi.
Odczuwam to przede wszystkim poprzez gesty sympatii, życzliwości, które mnie spotykają tutaj na każdym kroku. Jestem wzruszona kiedy słyszę, że brakuje mnie tutaj.
Śledzi pani sytuację polityczną w mieście? Jak ją pani ocenia?
Znana mi jest sytuacja, w jakiej znajduje się miasto. Śledzę wiadomości z portali internetowych i mediów lokalnych. Sporo informacji dociera do mnie również z relacji wielu moich przyjaciół i znajomych. Uważam, że spory i kłótnie pomiędzy organami władzy uniemożliwiają im normalną pracę na rzecz mieszkańców, do której są przecież zobowiązane. Można polemizować, różnić się w poglądach, ale nie można dopuścić do tego, by wzajemne zwalczanie się stanowiło istotę działania.
Do dziś w Świętochłowicach komentowany jest przewrót, podczas którego dokonały się zmiany w Radzie Miejskiej, a Pani utraciła stanowisko prezydenta miasta. Mimo, że jest to temat wielu rozmów, mało kto wie, jak odbyła się ta zmiana? Może Pani przybliżyć kulisy tej historii?
Te zmiany miały charakter czysto polityczny, a nie merytoryczny. Mam swoją opinię na ten temat, ale pozostawiam tę kwestię do rozstrzygnięcia historykom. Jestem przekonana, że prędzej czy później to nastąpi.
Dziś się tego od pani nie dowiemy, ale jak rozumiem, niewykluczone, jeszcze o tym usłyszymy?
Z całą pewnością, ale nie w tej chwili.
Wśród obecnych władz miasta są osoby, które niegdyś były Pani współpracownikami. Niektórzy mówią, że to właśnie u Pani boku nauczyli się samorządności. Czuje się Pani w jakiś sposób odpowiedzialna za ich aktualne przedsięwzięcia?
Istotnie, był taki okres współpracy; wiele osób rzeczywiście uczyło się zasad budowania demokracji lokalnej; przyznać muszę, że z częścią z nich nasze drogi się rozeszły.
Pozwoli pani, że na pozostałą część pytania odpowiem pytaniem: jak długo nauczyciel ponosi odpowiedzialność za czyny swoich uczniów?
Spróbuję więc inaczej. Co ze swojej działalności w Świętochłowicach uważa Pani za swój największy sukces, a co za porażkę?
Zacznę od porażki – w moim przekonaniu to fakt złożenia dymisji z funkcji, ponieważ to przerwało proces rozwoju miasta. Znacznie większy kłopot mam ze wskazaniem największego sukcesu, bo tych było sporo. Myślę jednak, że powierzenie mi funkcji Członka Zarządu Związku Gmin Górnego Śląska i Północnych Moraw, a potem wybór do Zarządu na Sekretarza Związku Miast Polskich stanowiło dowód uznania dla efektów mojej samorządowej pracy. Muszę też wyznać z uśmiechem, że podczas pełnienia przeze mnie funkcji prezydenta nigdy nie mylono Świętochłowic z Siemianowicami.
Mówi pani o dowodach uznania za efekty swojej pracy. Jakie to efekty?
Przede wszystkim rozwiązanie problemu wielkiej szkody ekologicznej, jaką był zafenolowany staw Kalina oraz hałda położona w jego sąsiedztwie. Pozyskano na ten cel z Ekofunduszu i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska środki przekraczające wielkość jednorocznego budżetu miasta. W Świętochłowicach powstało jedno z pierwszych w regionie, ekologiczne, 12-to komorowe wysypisko śmieci. Na terenie Lipin, w budynkach przejętych po Prabudzie, powstał Dom Złotej Jesieni oraz 42 mieszkania komunalne. Udało się także poprawić jakość powietrza w mieście bo likwidacji uległo kilkadziesiąt lokalnych kotłowni, przeprowadzono gazyfikację 8 dużych kotłowni węglowo – koksowych, a także zamknięto przestarzałą wędzarnię Zakładów Mięsnych emitującą szkodliwe zanieczyszczenia.
Przeprowadzono wiele remontów kapitalnych, poprawiono znacznie stan dróg miejskich i chodników; poprawie uległ stan czystości miasta i jego wygląd i, co najważniejsze, tę ocenę wystawili sami mieszkańcy, odpowiadając na pytania postawione przez Pracownię Badań Społecznych.
Istotnym osiągnięciem było zorganizowanie w naszym mieście siedziby Powiatowego Urzędu Pracy, który obejmował swoim zakresem działania mieszkańców Świętochłowic i Rudy Śląskiej. Uczestnictwo w programie pilotażowym w gronie 46 miast polskich zaowocowało, o czym już wspomniałam, uzyskaniem przez Świętochłowice statusu powiatu grodzkiego, co dowiodło, że byliśmy miastem dobrze funkcjonującym, zdolnym do wykonywania zwiększonych zadań podmiotowych dla dobra i wygody mieszkańców.
Do niezwykłych efektów zaliczam fakt, że zainteresowałam Zgromadzenie Księży Salezjanów przejęciem szkoły przyzakładowej ZUT Zgoda, skazanej na zamknięcie. Objęcie szkoły przez Salezjanów gwarantowało jej modernizację i nowoczesny program nauczania. Kampania, która rozpętała się w „obronie szkoły” była niesamowita, ale to już temat na inną rozmowę. Cieszy mnie bardzo, że dzisiaj funkcjonuje Salezjański Zespół Szkół wraz ze swoim sportowym klubem „ Salos”.
Sympatycznym akcentem budowania naszej wspólnoty mieszkańców było też nawiązanie współpracy z holenderską gminą Heiloo. Zachęciłam mieszkańców zainteresowanych rozwijaniem kontaktów polsko-holenderskich do założenia własnego stowarzyszenia. Towarzystwo Przyjaciół Heiloo, które w znakomity sposób organizowało na przemian co roku pobyty naszych obywateli w Heiloo i naszych holenderskich przyjaciół u nas. Współpraca obu miast obejmowała nie tylko dziedziny kultury i sportu, ale również ochronę środowiska. Realizowano wówczas program eliminujący emisję niskich zanieczyszczeń, korzystając przy tym również ze środków pomocowych EWG.
Wymieniła pani tyle sukcesów, a tymczasem w rozmowach z mieszkańcami często pojawia się zarzut, że to właśnie pani decyzje spowodowały przeniesienie do Lipin osób, które nie płaciły czynszu w innych dzielnicach. Z tego między innymi powodu opinia o Lipinach nie należy do najlepszych.
To bardzo niesprawiedliwe i nieprawdziwe twierdzenie. Lipiny to dzielnica o niezwykle bogatej śląskiej tradycji, z przepiękną zabytkową architekturą i pierwszym w mieście kościołem. Warto przypomnieć, że budował go komitet złożony z katolików i ewangelików. Wówczas, na początku XX wieku, przeniesiono największą w Europie hutę cynku z Lipin do Miasteczka Śląskiego. Większość pracowników tego zakładu opuściła siłą rzeczy dotychczasowe miejsce zamieszkania. Można przypuszczać, że utrata wielu miejsc pracy i w późniejszym okresie, kiedy likwidowano kolejne zakłady pracy, również była przyczyną pauperyzacji dzielnicy.
To nie ja, ale moja poprzedniczka zdecydowała się na przemieszczenie biednych lokatorów z centrum Świętochłowic do lipińskich pustostanów. Jako prezydent starałam się przywrócić przedwojenną świetność Lipin. Służyły temu takie działania, jak budowa Domu Złotej Jesieni i mieszkań komunalnych, działalność Domu Kultury Grota, Domu Sportu, usytuowanie Ośrodka Przeciwdziałania Alkoholizmowi i pamiętne „Śląskie Betlejem”.
Planuje pani powrót do polityki na lokalnym szczeblu?
Z którą siłą polityczną byłoby pani w tej chwili po drodze?
Kiedy po raz pierwszy zgłosiła się do mnie grupa mieszkańców z propozycją wzięcia udziału w nadchodzących wyborach samorządowych, potraktowałam to z przymrużeniem oka. Jednak, gdy propozycje zaczęły się mnożyć, zaczęłam zastanawiać się nad podjęciem takiej decyzji.
Odpowiedź na drugą część Pani pytania uważam teraz za przedwczesną. Odpowiem, kiedy podejmę decyzję.
A kogo widzi Pani jako kontrkandydata dla Eugeniusza Mosia w przyszłorocznych wyborach prezydenckich?
W tej kwestii mogę jedynie powiedzieć, że słyszałam o kilku osobach, które zamierzają ubiegać się o ten urząd.
Czego Pani zdaniem w tej chwili najbardziej potrzebują Świętochłowice?
Trudno o precyzyjną odpowiedź na to pytanie. W istocie pyta mnie Pani o program działania na rzecz miasta. Pozwolę sobie przytoczyć kilka moich spostrzeżeń. Świętochłowice potrzebują przede wszystkim sprawnego i efektywnego zarządzania, ale też przekonania mieszkańców, że władza im służy, że podejmuje inicjatywy dla wspólnego dobra społeczności, dla rozwoju miasta.
Niezbędne jest też powstrzymanie procederu „odchodzenia” firm z miasta, stworzenie warunków dla młodzieży, aby nie emigrowała. I nie mam tu na myśli wyłącznie wyjazdów za granicę. Świętochłowicom potrzeba też skutecznego pozyskiwania zewnętrznych środków finansowych, szczególnie unijnych, wykorzystania potencjału, jaki stwarza Drogowa Trasa Średnicowa, no i informacji o mieście w mediach, ale takich o pozytywnym wydźwięku.
Ma Pani pomysł, jak tego dokonać?
Oczywiście, że mam, bo leży mi na sercu dobro mojego miasta. Jestem przekonana, że potencjału jego mieszkańców nie wolno marnować w bezsensownych sporach…
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Marzena Wojewoda-Rączka
Koniecznie zobacz także:
» Co dzieje się w Chorzowie?
» O czym dyskutują w Radzionkowie
» Czym żyje Sosnowiec?
» Zajrzyj do Katowic!
Sprawdź najpiękniejsze śląskie słowo
Ostatnio najczęściej komentowane
- Polowanie z nagonką (42)
- Bronisław Komorowski wygrał wybory prezydenckie... (14)
- Skalpelem w cukrzycę (11)
- Świętochłowiczanka trzecią zawodniczką... (8)
- Apel Straży Miejskiej do mieszkańców Świętochłowic... (4)
- Gdzie będzie pogotowie, czyli LIII sesja... (4)
- LIII sesja Rady Miejskiej (3)
- Studium – reaktywacja (3)
- Świętochłowiccy turyści poznali Wyżynę... (1)
- Chwile strachu na ul. Katowickiej (1)
Najczęściej czytane
Najnowsze informacje
- Oznaczono najważniejsze zabytki Świętochłowic...
- Wakacyjna zbiórka krwi na Zgodzie
- Wysportowani i roztańczeni
- Wypadek na quadzie w Lipinach
- Tenisowy maraton
- Pożar w hucie
- Studium – reaktywacja
- Wakacyjne wycieczki z OSiR Skałka
- Drogowy bilans tygodnia
- Zaginęła Sylwia Przybyszewska
- Gry uliczne w Świętochłowicach
- IV Marsz Autonomii
- Ze Skałki do Ustronia
- Mężczyzna utopił się w stawie Martyn
- Na ratunek zabytkom przemysłowym
- Gdzie będzie pogotowie, czyli LIII sesja...
- Utrudnienia w ruchu na ulicy Hajduki
- LIII sesja Rady Miejskiej
- Wakacyjny dar krwiodawców
- Skalpelem w cukrzycę
- Polowanie z nagonką
- Chwile strachu na ul. Katowickiej
- Świętochłowiczanka trzecią zawodniczką...
- Świętochłowiccy turyści poznali Wyżynę...
- Bronisław Komorowski wygrał wybory prezydenckie...
- Apel Straży Miejskiej do mieszkańców Świętochłowic...
- Strażacy dla powodzian
- Rodzina Eugeniusza Mosia złożyła skargę...
- Mają talent
- Bardzo droga kąpiel


Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie o kurdebalans, Utworzony: 2010-06-07 21:04:55
Nie chce mi się ale mógłbym przytoczyć różne zachowania z czasów prezydentury, dla mnie złej prezydentury.
zgłoś nadużycie Lilianna , Utworzony: 2010-05-07 19:50:14
Nie wiem, kto uwierzy naszej legendzie w te okrągłe słowa, skoro wszyscy pamiętają, że do Heilo jeżdziły dzieci prominentów i urzędników. Dzieci tych samych urzędników, zarządzających oświatą (!) dojeżdżały do szkół w Chorzowie, bo poziom szkół średnich w Świętochłowicach był niski. Pamiętamy byłej pani prezydent i ten pomysł, żeby odciąć nas od komunikacji regionalnej
Za najpiękniejszy lapsus byłej Pani prezydent uważam fragment wywiadu o największej porażce - jej największą porażką było "zrezygnowanie z funkcji"
zgłoś nadużycie Zniesmaczony, Utworzony: 2010-05-05 19:46:21
Ja pamiętam jak sprawowała ten urząd. Wypowiem się jak się oficjalnie wychyli.
Narazie wystawiła na skrzyżowaniu przy Carefurze stolik z 4 typami do agitacji.
Tej Pani juz dziękujemy.
zgłoś nadużycie wykopany, Utworzony: 2010-03-30 21:11:49
zgłoś nadużycie wykopany, Utworzony: 2010-03-29 21:13:12